Przewodnik Sudecki klasy 0 wita!


Humor zebrany

Zbiór opowiadanek zarówno głupich jak i śmiesznych. Trochę tego krąży, a ja niektóre wyławiam i tu przyszpilam. Zastrzegam, że nie roszczę sobie praw do tych tekstów, chyba że wyraźnie to zaznaczę.

sortuj po tytułach | wg daty dodania


Wróć

Baba Jaga Ltd. (Ekonomia dla klas początkujących)

Za górami, za lasami, w puszczańskim ostępie stała sobie chatka z piernika na kurzej nóżce, w której żyła Baba Jaga - odrażająca, chuda i koścista, ze szponiastymi palcami i wielkim, krzywym nosem pokrytym kurzajkami. Miała też krzaczaste brwi i brudny kołtun na głowie. Przypominam Czytelnikom, że to jest bajka, a wszelkie podobieństwo powyższego opisu do osób realnych jest całkowicie przypadkowe. Proszę się tu nie dopatrywać żadnych aluzji, zwłaszcza politycznych. Wracając do głównego nurtu bajki - Jaga chodziła w łachmanach, od czasu do czasu latała na miotle po lesie, strasząc zwierzynę. Jej jedynym towarzyszem był czarny kot, potrafiący mówić ludzkim głosem. Zajęciem Baby Jagi, oprócz zbierania wilczych jagód i warzenia z nich trucizny, było czekanie na Jasia i Małgosię, których chciała zwabić do chatki łakociami, a potem wsadzić do pieca, zgrillować i zjeść.
Niestety, czekanie się przeciągało, bo ani Jaś, ani Małgosia nie kwapili się coś do peregrynacji w głąb lasu. Woleli iść do dyskoteki. Nie pociągały ich też pierniki, bo woleli marsy i snickersy. Tak, że Jaga chudła coraz bardziej, a nos, ze zgryzoty, wydłużył się jej poniżej obwisłego podbródka.
Taki trudny czas postu i nudy jest czasem refleksji egzystencjonalnej również dla wiedźm. Baba Jaga zaczęła się zastanawiać nad własnym losem i kondycją, zwłaszcza gdy doszły ją od nietoperzy słuchy, że zbójca Madej, mieszkający w sąsiednim mateczniku, robi wielki majątek na produkcji kanap i wersalek, został wiceprezesem Business Clubu i za działalność dobroczynną otrzymał order i dyplom pochwalny. Tego jeszcze nie bywało. A i z dalszych okolic nadchodziły wieści o przemianach - Wilk ma restaurację Czerwony Kapturek, a Smok Wawelski otworzył ponoć agencję towarzyską z dziewicami zza wschodniej granicy.
Słysząc to i trawiąc Jaga przeżyła przełom wewnętrzny. Postanowiła zerwać z dotychczasową egzystencją i żyć odtąd uczciwie z działalności gospodarczej. Jak postanowiła, tak zrobiła. Założyła, wraz z czarnym kotem, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Baba Jaga Ltd. Wypiek Pierników Ziołowych na Miodzie Leśnym. Potem ubrała się w najlepsze szaty i udała się do miasteczka, gdzie błyskawicznie, w ciągu pół roku załatwiła wszystkie, niezbędne formalności - NIP, PIT, Regon, CIF, wpis do rejestru, rejestrację statutu, zezwolenie sanepidu, opinię Inspektoratu Pracy i cały szereg innych papierów.
Potem, za radą zbója Madeja, najęła sobie diabła Borutę, który otworzył w Łańcucie biuro doradztwa gospodarczego, aby przeprowadził jej kalkulację ekonomiczną.
Boruta siadł za stołem, zarzucił ogon na ramię, popluł w rękę, przygładził sobie różki i zaczął liczyć. Wyszło mu, że mąka,
miód, zioła, sól, proszek do pieczenia i czekolada na polewę, czyli surowce do wyprodukowania jednego piernika w kształcie serca, kosztować będą 1 złoty. Koszty chrustu do palenia w piecu ocenił na groszy 20 za sztukę. Do tego doliczył 22 procent VAT. Potem obliczył pensję Jagi jako prezesa i kota jako wiceprezesa spółki. Następnie płacę Sierotki Marysi, która miała być zatrudniona bezpośrednio w produkcji, zgodnie z siatką płac przewidywaną w umowie zbiorowej branży cukierniczej. Wszystko to oczywiście netto. Do tego doliczył podatki - 36 proc. w przypadku Jagi, 28 proc. dla kota i 19 proc. dla Sierotki. Następnie składki ubezpieczeń socjalnych. Podatek gruntowy. Podatek od lokali przeznaczonych na działalność gospodarczą. Ubezpieczenie nieruchomości od pożaru, powodzi i upadku statku powietrznego. Koszty urządzeń socjalnych dla załogi. Koszty dojazdów i transportu. Koszty reklamy i marketingu. Koszty reprezentacyjne. Posiłki regeneracyjne. Koszty polukrowania na nowo chatki i pozłacania kurzej nóżki. Spłaty kredytów bankowych i odsetek. Na samym końcu zaś doliczył własne honorarium.
Potem to wszystko przemnożył, podzielił, dodał, odjął, wyciągnął przed nawias i wyszło mu, że aby produkcja była opłacalna i spółka przynosiła minimalny zysk w wysokości 1 grosza rocznie, każdy piernik powinien kosztować w hurcie 127 złotych groszy 13, a po doliczeniu marży detalicznej i opłaty dla supermarketu 142 złote groszy 82.
I po takiej też cenie Baba Jaga rzuciła się na rynek. Pierniki stały się wielkim smakołykiem i przebojem sezonu. Ale już wkrótce politycy rzucili się na Jagę wrzeszcząc, że zawyża ceny, aby się wzbogacić kosztem najbiedniejszych. I że napędza inflację, ponieważ żądni pierników pracownicy innych branż, przede wszystkim budżetówki, urządzili strajki, manifestacje i blokady domagając się takich podwyżek płac, aby każdego stać było na piernik. Podwyżki dostali, ale sfinansowano je wyższymi podatkami nałożonymi na Babę Jagę, co spowodowało, razem z poniesieniem kosztów pośrednich, taką drożyznę, że piernik kosztował już ponad 200 złotych.
Pojawiły się masowo podróbki, produkowane w Wietnamie z ryżu, sacharyny i mączki rybnej. W publicystyce i w Sejmie Jaga stała się symbolem krwiożerczego, bezwzględnego kapitalizmu. Matki straszyły Babą Jagą dzieci. Aż wreszcie wiedźma powiedziała - a odpierniczcie się ode mnie i zlikwidowała interes. Pierników nie ma, za to jest spokój.

© Marek 'Qrczak' Potocki, Wrocław 2005