Przewodnik Sudecki klasy 0 wita!


Humor zebrany

Zbiór opowiadanek zarówno głupich jak i śmiesznych. Trochę tego krąży, a ja niektóre wyławiam i tu przyszpilam. Zastrzegam, że nie roszczę sobie praw do tych tekstów, chyba że wyraźnie to zaznaczę.

sortuj po tytułach | wg daty dodania


Wróć

Historia o (s)prycie (opracowanie własne)

autor: Qrczak
    We Wrocławiu pojawił się spryt cytrynowy w szklanych butelkach 0,33l. Pomimo sprawnej obsługi sprzedawców, sporej ilości napoju i wielu punktów sprzedaży, miasto ogarnął szał. Dzikie tłumy spragnionych boskiego napoju klientów wyrywały wręcz sobie nawzajem butelki, a po wypiciu wielu ludzi próbowało nawet je wywracać na lewą stronę, aby choć trochę jeszcze wylizać. Siły porządkowe takie jak policja, straż miejska, żandarmeria wojskowa i harcerstwo apelują o zachowanie spokoju, gdyż napoju wystarczy dla wszystkich, chyba że przyjedzie Pepek ze Świdnicy. W takim przypadku żadne ilości spryta nie byłyby wystarczające. Ale jak na razie nic nie zapowiada katastrofy...


autor: Pepek
    Katastrofa jest wątpliwa ponieważ pojwił się Pryt niebieski. Wszystko dzięki Radzieckim Naukowcom (oby gdzie staną ich nóżki rozkwitały pęki róż ). Otóż w poradzieckich koszarach , pod podłogą znaleziono 9 bieżącego miesiąca gazetę .Była pożółkła , nawet nadpalona a zwała się Prawda. Była popisana. Robotnik wykwalifikowany Pan Kaziu znał bukwy, gdyż jak każdy porządny polak uczył się języka opcego. Mozolnie czytał literki, jego twarz pojaśniała oświetlona promykami słońca przebijającego się przez rozbitą szybę. Mimo niepełnego podstawowego wykształcenia zrozumiał , że ma w ręku przepis na Pryt.
To była przepustka do jego przyszłości. Cisnął kielnią na podłogę a kurz zawirował w powietrzu...
Wziął pożyczkę na milion dolarów, ponieważ sprzedał swoją nerkę, nerkę żony, dzieci, teściowej, psa, kota, chomika i najbliższych trzech pokoleń. Postawił fabrykę obok Marakeszu, przy Ikei. Destylacja ruszyła pełną parą . Wiedział że osiągnie sukces.
Przecież miał czterech amatoróf Pryta.....................................


autor: BeeJay
Produkcja Kazimierza ruszyła około południa. Pierwsze krople porządnie wydestylowanego napoju, zebrane do próbówki nie wyglądały najlepiej. Zapach, kolor... To nie to. Kaziu zerknął do przepisu. Stęknął, jęknął i po założeniu soczewek kontaktowych odszyfrował przedostatnie zdanie - "Pjerwyje kropli budjet' niecharoszyje patamu szto oni przecziśćili maszinu. Tjebje nie nada ich pit'". Zawartość naczynia Kaziu nazwał SIARĄ, tak, jak pierwsze mleko wydzielone przez jego, do niedawna, jałówkę. Nie wylał ich jednak, tylko schował w białym kredensie stojącym w części socjalnej biura. Następne kropelki zaczęły już przypominać magiczną mieszaninę gruszek, gre(/o)gu, wody chlorowanej i fantazynjej kompozycji E. Produkcja rozruszała się na dobre. Wkrótce zabrakło w kaziowym domku miednic, wiader, kubków i innych naczyń, do których mógłby zbierać nektar. Postanowił więc wysłać swojego najstarszego syna po zakupy do miasta - w celu nabycia naręcza półtoralitrowych PETów. Zbyszek nie był głupi i wiedział, że takie butelki można znaleść na śmietniku. Udał się więc tam i wydobył kilka zamówionych przez starego flaszek. Zaoszczędzone pieniądze schował na Eurokoncie PKO. Mijały tygodnie, prytu przybywało, aż Kazek zaczął coraz częściej chodzić po rozum do głowy, bo z cieczą trzeba by coś zrobić. Doskonały pomysł podrzucił mu jego kuzyn - Olli. Od tego czasu PRYT jest stałym asortymentem oławskich zieleniaków i okolicznych barów. A wszystko zaczęło się od legendy o Hansie Pekapowskim, pogromcy Żeleźnicy, który"Prytem stał i z Prytem na ustach świat zdobywał". Jednak nikt na wsi nie przypuszczał, że istnieje ZAiKS, organizacja do której udał się ostatni spadkobierca Sprytowskih......

© Marek 'Qrczak' Potocki, Wrocław 2005